
Czy rodzic powinien kontrolować dziecko chore na anoreksję lub inne zaburzenie odżywiania?
Kiedy kontrola jest potrzebna, a kiedy może zaszkodzić?
I jak znaleźć granicę między troską o bezpieczeństwo dziecka a odbieraniem mu autonomii?
To jest SZALENIE trudne pytanie.
I moim zdaniem nie ma na nie jednej, uniwersalnej odpowiedzi.
Nie odważyłabym się powiedzieć wszystkim rodzicom:
„Kontrolujcie dziecko.”
Ani:
„Absolutnie go nie kontrolujcie.”
Bez znajomości konkretnej sytuacji takie rady mogą być po prostu niebezpieczne.
Opowiem Ci więc dzisiaj, jak ja patrzę na kontrolę po ponad 30 latach od momentu wyzdrowienia z anoreksji.
Pokażę Ci również, od czego może zależeć zakres kontroli, czym różni się kontrola od odpowiedzialnego przewodnictwa i dlaczego zamiast samej kontroli proponuję rodzicom coś, co nazywam pełnym miłości przywództwem.
A na końcu znajdziesz kilka bardzo konkretnych wskazówek.
Czy rodzic powinien kontrolować dziecko z zaburzeniami odżywiania?
Najkrótsza moja
odpowiedź brzmi:
Czasami tak. Ale nie zawsze w ten sam sposób i nie w tym samym zakresie.
To, ile odpowiedzialności powinien przejąć rodzic, zależy między innymi od:
- wieku dziecka,
- rodzaju zaburzenia odżywiania,
- aktualnego stanu zdrowia,
- etapu leczenia,
- nasilenia objawów,
- ryzyka medycznego,
- wcześniejszego poziomu samodzielności dziecka,
- oraz tego, jak wyglądała relacja rodzica i dziecka przed chorobą.
Dlatego nie szukałabym jednej odpowiedzi na pytanie:
„Czy kontrolować?”
Zadałabym raczej kilka innych:
„Czego moje dziecko potrzebuje ode mnie właśnie teraz?”
„Za co w tym momencie powinien odpowiadać rodzic?”
„Co może już robić samo?”
I wreszcie:
„Jak pomóc mu odzyskiwać samodzielność, zamiast odbierać ją na stałe?”
To ostatnie pytanie jest dla mnie szczególnie ważne.
Kontrola a wiek dziecka
Wiek oczywiście ma znaczenie.
Małe dziecko nie może być odpowiedzialne za swoje leczenie w taki sam sposób jak siedemnastolatek czy dorosła osoba.
Dziecko potrzebuje dorosłego, który podejmie za nie część decyzji, zapewni bezpieczeństwo i pomoże mu zrozumieć sytuację.
W przypadku nastolatka sytuacja jest bardziej skomplikowana.
To okres, w którym naturalnie rozwija się autonomia.
Nastolatek chce mieć wpływ na swoje życie, podejmować decyzje i sprawdzać, kim jest.
Dlatego łatwo wpaść w pułapkę:
„Skoro choruje, muszę kontrolować wszystko.”
A wtedy rodzic może zacząć kontrolować nie tylko rzeczy związane z leczeniem, ale również całe życie dziecka.
I właśnie tutaj potrzebna jest ogromna uważność.
Kontrola potrzebna ze względów zdrowotnych to nie to samo co kontrolowanie dziecka w każdej dziedzinie życia.
Kontrola a etap choroby
To moim zdaniem jeszcze ważniejsze kryterium niż sam wiek.
Etap I – kiedy istnieje zagrożenie zdrowia lub życia
Jeżeli zaburzenie odżywiania powoduje poważne zagrożenie medyczne, priorytetem jest bezpieczeństwo i stabilizacja stanu zdrowia.
W takiej sytuacji dziecko może nie być w stanie samodzielnie podejmować wszystkich decyzji dotyczących jedzenia, leczenia czy odpoczynku.
I tutaj bardzo ważna rzecz:
nie powinno się oceniać ciężkości anoreksji wyłącznie na podstawie BMI.
Współczesne zalecenia dotyczące hospitalizacji dzieci i nastolatków uwzględniają między innymi niestabilność krążeniową, odwodnienie, zaburzenia elektrolitowe, nieprawidłowości w EKG, znaczną bradykardię, hipotermię, omdlenia, ostrą odmowę jedzenia, niekontrolowane zachowania przeczyszczające czy brak poprawy podczas leczenia ambulatoryjnego.
Co więcej, poważne powikłania mogą występować również u osób, które nie mają bardzo niskiej masy ciała. Dlatego sam wynik BMI nie powinien być traktowany jako jedyny wskaźnik bezpieczeństwa.
To bardzo ważne, ponieważ może się zdarzyć, że rodzic pomyśli:
„Nie wygląda przecież aż tak źle, więc może nie jest tak poważnie.”
A zaburzenia odżywiania mogą być medycznie niebezpieczne również wtedy, kiedy masa ciała nie wygląda na skrajnie niską.
Dlatego w przypadku wątpliwości decyzję o poziomie kontroli i bezpieczeństwa powinien pomagać podejmować zespół leczący, a nie tylko rodzic na podstawie wyglądu dziecka czy jednej liczby na wadze.
Czy dziecko z anoreksją powinno samo decydować o jedzeniu?
To zależy od etapu leczenia.
W okresie poważnego niedożywienia lub niestabilności medycznej oczekiwanie:
„Sama zdecyduj, czy chcesz jeść, bo musisz nauczyć się odpowiedzialności”
może być bardzo nietrafione.
W leczeniu anoreksji u dzieci i nastolatków rodzina może odgrywać bardzo aktywną rolę. Wytyczne NICE zalecają terapię rodzinną jako jedno z podstawowych podejść w leczeniu anoreksji u dzieci i młodzieży, a w kolejnych etapach leczenia wskazują na stopniowe wspieranie odpowiedniej do wieku niezależności.
Czyli:
najpierw może być potrzebne przejęcie części odpowiedzialności przez rodzica, a później stopniowe oddawanie jej dziecku.
Nie chodzi więc o wybór:
kontrola albo autonomia.
Chodzi o znalezienie odpowiedniej proporcji kontroli, bezpieczeństwa, wsparcia i autonomii na danym etapie leczenia.
Etap II – powrót do domu po hospitalizacji
Powrót do domu może być bardzo trudnym momentem.
W szpitalu dziecko znajduje się w określonym środowisku leczenia. Są procedury, specjaliści, regularne posiłki i stałe monitorowanie.
W domu wszystko nagle wygląda inaczej.
Dlatego przed wypisem warto zapytać zespół leczący:
Co dokładnie mamy robić w domu?
Za co odpowiadamy my jako rodzice?
Jakie zachowania powinny nas zaniepokoić?
Po czym poznamy pogorszenie?
Kiedy powinniśmy skontaktować się ze specjalistą?
Jak wygląda plan posiłków i dalszego leczenia?
Co możemy zrobić, jeśli dziecko zacznie odmawiać jedzenia albo wrócą zachowania związane z chorobą?
To jest właśnie ten moment, kiedy rodzic nie powinien zostać sam.
Współczesne podejścia do leczenia podkreślają aktywną rolę rodziny i opiekunów, a jednocześnie zakładają stopniowe odzyskiwanie przez dziecko odpowiedniej do wieku niezależności.
Etap III – kiedy stan zdrowia jest stabilny
Jeżeli dziecko jest już w stabilniejszym stanie, leczenie przebiega prawidłowo, a objawy choroby są rzadsze, zakres kontroli może się stopniowo zmieniać.
I tutaj zaczyna się bardzo ważna praca:
od kontroli do zaufania.
Nie oznacza to:
„Od dzisiaj nie interesuje mnie, co się z Tobą dzieje.”
Oznacza raczej:
„Będę blisko, ale będę Ci stopniowo oddawać odpowiedzialność za Twoje życie.”
To jest zupełnie inny komunikat.
W zaleceniach dotyczących leczenia dzieci i młodzieży właśnie taki kierunek jest wyraźnie obecny: w kolejnych fazach leczenia wspiera się rozwój niezależności odpowiedniej do wieku i przygotowuje rodzinę do zapobiegania nawrotom.
Kontrola a to, jak było przed chorobą
Jest jeszcze jeden element, o którym bardzo chciałabym Ci powiedzieć.
Jak wyglądała kontrola w Waszym domu przed chorobą?
Czy Twoje dziecko miało przestrzeń do rozwijania własnej osobowości?
Czy mogło podejmować decyzje?
Czy mogło popełniać błędy?
Czy mogło zrobić coś po swojemu?
Czy często wiedziałeś/wiedziałaś lepiej, czego potrzebuje?
Czy często wyręczałeś/wyręczałaś dziecko?
Czy może przeciwnie — musiało bardzo wcześnie radzić sobie samo?
To wszystko może być ważnym kontekstem.
Nie dlatego, że chcę szukać winnego.
Nie chcę obwiniać rodziców za zaburzenia odżywiania.
Chcę natomiast zaprosić Cię do refleksji:
Co moje dziecko może teraz potrzebować ode mnie, czego być może wcześniej nie potrafiłem/potrafiłam mu dać?
A co, jeśli jedzenie jest jedynym obszarem, w którym dziecko czuje, że ma wpływ?
O nadopiekuńczości i potrzebie autonomii pisałam już we wpisie „Nadopiekuńczy rodzice i kangur – co mają wspólnego?”
Przytoczyłam tam słowa osoby, która chorowała na anoreksję i opisywała, że właśnie odchudzanie, diety, głodówki i ćwiczenia stały się obszarem, w którym czuła, że może decydować sama.
To bardzo mocny przykład.
I nie oznacza on, że nadopiekuńczość powoduje anoreksję.
Pokazuje natomiast coś ważnego:
potrzeba autonomii jest prawdziwą potrzebą człowieka.
Jeżeli dziecko ma bardzo mało przestrzeni do decydowania o swoim życiu, może szczególnie mocno trzymać się tych obszarów, w których czuje jakikolwiek wpływ.
Dlatego w procesie zdrowienia warto szukać również odpowiedzi na pytanie:
„Gdzie moje dziecko może bezpiecznie doświadczać sprawczości?”
Może samo wybrać ubranie.
Może zdecydować, jak spędzi wolny czas
Może mieć wpływ na niektóre aktywności.
Może wyrazić własne zdanie.
Oczywiście zakres tej autonomii musi być dostosowany do wieku, stanu zdrowia i zaleceń zespołu leczącego.
Kontrola – jakie jest Twoje pierwsze skojarzenie?
Zanim będziesz czytać dalej, zatrzymaj się na chwilę.
Co czujesz, kiedy słyszysz słowo „kontrola”?
Ja osobiście kontroli NIE ZNOSZĘ!
Mam z nią złe skojarzenia i wspomnienia.
Mam też wśród swoich talentów Gallupa talent odpowiedzialności. Jeżeli mam coś zrobić, najczęściej po prostu to zrobię.
Nie potrzebuję, żeby ktoś stał nade mną i sprawdzał każdy mój krok.
Ale wiem też, że nie każdy człowiek tak reaguje.
Dlatego warto zastanowić się:
Jak moje dziecko odbiera moją kontrolę?
Czy jako:
„Mama/tata pomaga mi, bo mnie kocha”
czy jako:
„Mama/tata mi nie ufa”?
To może być ogromna różnica.
Jeśli nie kontrola, to co?
Tutaj chciałabym zaproponować Ci pojęcie, które jest mi dużo bliższe:
PEŁNE MIŁOŚCI PRZYWÓDZTWO
Nie chodzi o to, aby rodzic przestał stawiać granice.
Nie chodzi też o to, aby dziecko samo decydowało o wszystkim.
Dzieci potrzebują dorosłych, którzy potrafią powiedzieć:
„To jest moja odpowiedzialność.”
„Tego teraz potrzebujesz.”
„Nie pozwolę, żeby choroba Cię zniszczyła.”
Ale jednocześnie:
„Słyszę, co czujesz.”
„Chcę zrozumieć, czego potrzebujesz.”
„Będę z Tobą rozmawiać.”
„Kiedy będziesz gotowa/gotowy, będę Ci oddawać coraz więcej odpowiedzialności.”
To dla mnie właśnie różnica pomiędzy kontrolowaniem dziecka a przewodnictwem.
Kontrola i autonomia – gdzie jest granica?
Psychologia rozwojowa od dawna pokazuje, że dla rozwoju dziecka ważne są zarówno wymagania i granice, jak i ciepło oraz responsywność rodzica. W klasyfikacji stylów rodzicielskich związanej z Dianą Baumrind styl autorytatywny łączy wysoką responsywność z odpowiednim poziomem wymagań i granic oraz wspieraniem autonomii dziecka.
To bardzo dobrze pasuje do tego, o czym piszę.
Nie:
„Rób, co chcesz.”
Ale też nie:
„Będziesz robić dokładnie to, co Ci każę.”
Tylko:
„Jestem dorosłym. To ja biorę odpowiedzialność za bezpieczeństwo. Ale jednocześnie chcę słyszeć Ciebie i pomagać Ci rozwijać samodzielność.”
Jak wygląda „ciepła kontrola”?
Jeżeli już musisz coś kontrolować ze względu na zdrowie dziecka, bardzo ważne jest również jak to robisz.
Możesz powiedzieć:
„Musimy teraz zadbać o to, żebyś zjadła ten posiłek. Wiem, że jest Ci trudno. Nie zostawię Cię z tym samą.”
A możesz powiedzieć:
„Znowu nie jesz! Ile razy mam Ci powtarzać?”
Informacja może dotyczyć dokładnie tego samego.
Ale komunikat emocjonalny jest zupełnie inny.
W pierwszym:
„Choroba jest problemem, a Ty jesteś moim dzieckiem, któremu pomagam.”
W drugim łatwo usłyszeć:
„Ty jesteś problemem.”
A tego zdecydowanie nie chcemy.
Zwróć uwagę na ton głosu i wyraz twarzy
Wiem, że możesz być przerażona/przerażony.
Możesz mieć w głowie tysiąc czarnych scenariuszy.
Możesz być wściekły.
Możesz nie wiedzieć, co robić.
To wszystko jest ludzkie.
Ale spróbuj zauważyć:
Co widzi moje dziecko, kiedy na nie patrzę?
Czy widzi rodzica, który jest przerażony?
Czy widzi rodzica, który jest wściekły?
Czy widzi kontrolera?
Czy może widzi dorosłego, który mówi:
„Boję się o Ciebie, ale jestem tutaj.”
To ogromna różnica.
Dzieci uczą się również poprzez obserwowanie swoich znaczących dorosłych.
Dlatego warto zadbać nie tylko o to, co mówisz, ale również jak to mówisz.
Nie miej cały czas wzroku utkwionego w talerzu
To jest jedna z rzeczy, którą pamiętam również z własnego doświadczenia.
Wiem, że osoba chorująca może próbować omijać zasady.
Wiem, bo sama chorowałam na anoreksję.
Ale wiem też, jak straszne może być poczucie, że każdy Twój ruch jest obserwowany.
Że rodzic patrzy:
Ile zjadłaś?
Jak szybko jesz?
Czy coś zostawiłaś?
Czy na pewno to zjadłaś?
Jeżeli procedury leczenia wymagają monitorowania posiłku, oczywiście należy się do nich stosować.
Ale nawet wtedy warto pamiętać:
Twoje dziecko to nie jest talerz.
Z uczuciami.
Z lękiem.
Z marzeniami.
Z potrzebami.
I właśnie o tym chcę przypomnieć w kolejnej części.
Nie tylko: „Ile zjadłaś?”
Jedno zdanie bardzo mocno zapadło mi w pamięć z historii rodziny opisanej w książce „Kiedy jedzenie wymaga odwagi”.
Córka miała powiedzieć rodzicom:
„Was interesuje tylko to, ile zjadłam i czy wymiotowałam! Moje uczucia Was nie obchodzą.”
Nie chodzi oczywiście o to, żeby przestać interesować się jedzeniem.
W anoreksji czy innym zaburzeniu odżywiania jedzenie może być elementem koniecznym do monitorowania w leczeniu.
Ale dziecko potrzebuje również doświadczyć, że rodzic widzi w nim kogoś więcej niż chorobę.
Dlatego oprócz:
„Czy zjadłaś?”
warto czasami zapytać:
„Jak się dzisiaj czujesz?”
„Co było dzisiaj dla Ciebie trudne?”
„Co Cię ucieszyło?”
„Czego ode mnie potrzebujesz?”
I może najważniejsze:
„Czy jest coś, o czym chciałabyś/chciałbyś mi powiedzieć?”
Rozmawiajcie o potrzebach
To jest temat, do którego wracam na moim blogu bardzo często.
Bo zarówno rodzic, jak i dziecko mają swoje potrzeby.
Rodzic może kontrolować z potrzeby:
bezpieczeństwa, troski, odpowiedzialności i ochrony.
Dziecko może próbować kontrolować jedzenie z potrzeby:
autonomii, akceptacji, bezpieczeństwa, przewidywalności czy poczucia wpływu.
Nie musimy od razu rozwiązać wszystkich tych problemów.
Możemy jednak zacząć o nich rozmawiać.
Możesz powiedzieć:
„Wiem, że kiedy pytam Cię o jedzenie, możesz mieć wrażenie, że tylko to mnie interesuje. Tak nie jest. Pytam, bo bardzo się o Ciebie martwię. Ale chcę też wiedzieć, co dzieje się w Tobie.”
To może być początek zupełnie innej rozmowy.
Kontrola czy przewodnictwo? Zadaj sobie te pytania
Jeśli Twoje dziecko jest jeszcze w ciężkim stanie:
Czy moja kontrola jest związana z bezpieczeństwem i zaleceniami zespołu leczącego?
Czy wiem dokładnie, co mam monitorować?
Czy wiem, czego nie muszę kontrolować?
Jeśli dziecko jest w stabilniejszym stanie:
Czy potrafię stopniowo oddawać mu odpowiedzialność?
Czy wiem, jaki jest kolejny krok w kierunku samodzielności?
Czy rozmawiam o tym z dzieckiem i zespołem leczącym?
Jeśli choroba trwa już długo:
Czy nadal kontroluję rzeczy, które nie wymagają już mojej kontroli?
Czy moja kontrola pomaga w leczeniu, czy przede wszystkim zmniejsza mój własny lęk?
I najważniejsze:
Czy moje dziecko czuje, że walczę z nim, czy że razem walczymy z chorobą?
Podejdź z miłością, a nie z metodą
Niezależnie od tego, jaką metodę czy podejście wybierzesz, chciałabym zostawić Cię z myślą, która jest mi bardzo bliska.
Nie chcę, żebyś po przeczytaniu tego tekstu szukał kolejnej „metody”, którą trzeba idealnie zastosować.
Bo dziecko nie jest projektem do wykonania.
Nie ma jednej instrukcji obsługi.
Jest człowiekiem.
A Ty jesteś jego rodzicem.
Dlatego zamiast pytać wyłącznie:
„Jaką metodę mam zastosować?”
spróbuj czasami zapytać:
„Jak mogę być dzisiaj dobrym przewodnikiem dla mojego dziecka?”
Bo kontrola może być zimna.
Ale odpowiedzialność może być pełna miłości.
Możesz stawiać granice i jednocześnie być blisko.
Możesz powiedzieć „nie” i jednocześnie powiedzieć:
„Jestem z Tobą.”
Możesz przejąć odpowiedzialność wtedy, kiedy choroba tego wymaga, a później krok po kroku ją oddawać.
I właśnie tego chciałabym dla rodziców, z którymi pracuję:
nie permanentnej kontroli, ale mądrego, pełnego miłości przewodnictwa.
Bo celem nie jest przecież to, aby Twoje dziecko przez całe życie było przez Ciebie kontrolowane.
Celem jest, żeby pewnego dnia mogło powiedzieć:
„Potrafię zadbać o siebie. I wiem, że kiedy będzie naprawdę trudno, mogę wrócić do Ciebie.”
Najczęściej zadawane mi pytania w temacie kontroli
Czy jako rodzic powinien kontrolować dziecko z anoreksją?
Zakres kontroli powinien zależeć m.in. od wieku dziecka, stanu zdrowia, rodzaju zaburzenia, etapu leczenia i poziomu samodzielności. W okresie zagrożenia zdrowia lub życia rodzic może potrzebować przejąć znaczną część odpowiedzialności, natomiast wraz ze stabilizacją leczenia należy stopniowo wspierać odzyskiwanie autonomii.
Kiedy kontrola rodzica jest potrzebna w anoreksji?
Jest szczególnie istotna wtedy, gdy dziecko jest medycznie niestabilne, nie jest w stanie bezpiecznie realizować zaleceń leczenia albo występują zachowania zagrażające zdrowiu. O poziomie potrzebnej kontroli powinien współdecydować zespół leczący.
Czy dziecko z anoreksją powinno samo decydować, czy będzie jadło?
Nie zawsze. W początkowych etapach leczenia dziecko może potrzebować aktywnego wsparcia i odpowiedzialności rodziców. W miarę poprawy stanu zdrowia odpowiedzialność powinna być stopniowo przekazywana dziecku w sposób dostosowany do jego wieku i możliwości.
Czy nadmierna kontrola może pogorszyć relację z nastolatkiem?
Może, szczególnie jeśli kontrola obejmuje całe życie dziecka i jest odbierana jako brak zaufania lub brak przestrzeni. Dlatego warto odróżniać kontrolę niezbędną dla bezpieczeństwa od kontroli wynikającej przede wszystkim z lęku rodzica.
Jak wspierać dziecko z anoreksją bez nadmiernej kontroli?
Warto ustalić z zespołem leczącym, za co rodzic powinien obecnie odpowiadać, a następnie stopniowo przekazywać dziecku odpowiedzialność w miarę poprawy. Równie ważne jest zainteresowanie się emocjami, potrzebami i życiem dziecka, a nie wyłącznie jego jedzeniem.
Czy rodzic może być stanowczy i jednocześnie empatyczny?
Tak. Stanowczość i empatia nie wykluczają się. Rodzic może stawiać granice związane z bezpieczeństwem i leczeniem, jednocześnie uznając emocje dziecka i pozostawiając mu odpowiednią do wieku przestrzeń do podejmowania decyzji.
Kolejne moje wpisy: