Nadopiekuńczy rodzic i „kangur” – jak nadmierna ochrona wpływa na dziecko z zaburzeniem odżywiania?

Autor: Anna Maćkowiak – Coach | Doradca psychologiiczny

nadopiekuńczy rodzice

Czy nadopiekuńczy rodzic może utrudniać dziecku rozwijanie samodzielności? Skąd bierze się nadopiekuńczość i dlaczego temat ten jest tak ważny w rozmowie o zaburzeniach odżywiania?

O nadopiekuńczości rodziców po raz pierwszy wspomniałam we wpisie „W jaki sposób rodziny radzą sobie z zaburzeniami odżywiania? I który z nich jest najlepszy?”

Pisałam tam również o modelu Maudsley i metaforze kangura.

Dlaczego właśnie kangur?

Bo nadopiekuńczy rodzic, podobnie jak kangur, może bardzo mocno chronić swoje dziecko — brać je symbolicznie „do torby”, być stale przy nim i próbować uchronić je przed wszystkim, co może być trudne, bolesne albo niebezpieczne.

Na pierwszy rzut oka wygląda to jak ogromna miłość.

I często rzeczywiście z miłości się zaczyna.

Ale warto zadać sobie pytanie:

Czy można być tak blisko, że dziecko nie ma już przestrzeni, żeby nauczyć się radzić sobie samo?

I właśnie o tym chciałabym dzisiaj porozmawiać.

Czym jest nadopiekuńczość rodzicielska?

Nadopiekuńczość to nie po prostu troska o dziecko.

Troska jest potrzebna.

Dziecko potrzebuje ochrony, bezpieczeństwa, przewidywalności i rodzica, na którym może polegać.

Problem pojawia się wtedy, kiedy rodzic zaczyna wyręczać dziecko, nadmiernie kontrolować jego życie i chronić je przed doświadczeniami, które mogłyby pomóc mu rozwijać samodzielność.

Może wtedy pojawić się przekonanie:

„Ja wiem, co jest dla Ciebie najlepsze.”

„Ja zrobię to lepiej.”

„Nie możesz sobie z tym poradzić sama.”

„Nie próbuj, bo możesz się przewrócić.”

„Zostaw, ja to zrobię.”

I właśnie dlatego metafora kangura jest dla mnie tak ciekawa.

Bo kangur chce chronić swoje dziecko.

Ale jeśli dziecko przez cały czas pozostaje w jego torbie, kiedy ma nauczyć się samodzielnie chodzić po świecie?

Dlaczego mówię o nadopiekuńczości w kontekście zaburzeń odżywiania?

To pytanie jest bardzo ważne.

I chcę od razu zaznaczyć:

nadopiekuńczość rodziców nie jest prostą przyczyną anoreksji.

Zaburzenia odżywiania mają złożone przyczyny i nie można odpowiedzialności za ich pojawienie się przypisać jednej osobie czy jednemu rodzinnemu wzorcowi.

W starszych koncepcjach rodzinnych, m.in. związanych z pracami Salvadora Minuchina, próbowano opisywać określone wzorce funkcjonowania rodzin osób z anoreksją. Współczesna wiedza jest jednak ostrożniejsza wobec takich wyjaśnień i nie pozwala traktować nadopiekuńczości jako prostego „źródła” anoreksji.

Dlaczego więc nadal warto o niej mówić?

Bo nadopiekuńczość może być zarówno stylem funkcjonowania rodziny przed chorobą, jak i reakcją rodzica na chorobę dziecka.

A kiedy dziecko choruje, lęk rodzica może być ogromny.

„A co jeśli znowu przestanie jeść?”

„A co jeśli sobie nie poradzi?”

„A co jeśli jej /jemu coś się stanie?”

„Muszę chronić moje dziecko za wszelką cenę.”

I wtedy rodzic może zacząć robić za dziecko coraz więcej.

Nadopiekuńczy rodzic często bardzo się boi

To jest dla mnie jedna z najważniejszych rzeczy.

Za nadopiekuńczością bardzo często nie stoi brak miłości.

Stoi lęk.

Jeżeli świat wydaje Ci się niebezpieczny, naturalnym odruchem może być próba ochronienia dziecka przed wszystkim, co może je zranić.

Przed porażką.

Przed odrzuceniem.

Przed samotnością.

Przed trudnymi emocjami.

Przed ryzykiem.

Przed dorosłością.

Tylko że nie możemy sprawić, aby świat był całkowicie bezpieczny.

Możemy natomiast nauczyć dziecko, że:

„Nawet kiedy coś jest trudne, możesz sobie z tym poradzić.”

I że:

„Jeżeli sobie nie poradzisz, możesz wrócić do mnie po pomoc.”

To jest zupełnie inny komunikat.

Jaki świat pokazujesz swojemu dziecku?

Pisałam już o tym we wpisie „Jaki jest ocean Twojego życia? Czarny czy błękitny?”

I wracam do tego pytania, ponieważ ono jest tutaj bardzo ważne.

Jaki świat pokazujesz swojemu dziecku?

Czy jest to świat, w którym można próbować?

Czy można popełniać błędy?

Czy można czasami przegrać?

Czy można się przewrócić?

Czy można zrobić coś inaczej niż rodzic?

Czy można podjąć decyzję, z którą rodzic się nie zgadza?

Czy można wyjść poza bezpieczną torbę kangura?

Jeżeli rodzic przez cały czas komunikuje:

„Uważaj.”

„Nie rób tego.”

„Ja zrobię.”

„To jest za trudne.”

„Jeszcze nie jesteś gotowa.”

dziecko może zacząć budować przekonanie:

„Świat jest niebezpieczny, a ja sobie w nim nie poradzę.”

I właśnie tutaj zaczyna się problem.

Jakie mogą być konsekwencje nadopiekuńczości?

Nie każde dziecko wychowywane przez nadopiekuńczych rodziców będzie miało problemy psychiczne czy zaburzenia odżywiania.

Ale nadmierna ochrona może utrudniać rozwijanie kilku bardzo ważnych kompetencji.

1. Trudność w podejmowaniu ryzyka

Dziecko potrzebuje doświadczać, że może próbować nowych rzeczy.

Nie zawsze mu się uda.

Czasami się przewróci.

Czasami ktoś go odrzuci.

Czasami podejmie złą decyzję.

Ale właśnie dzięki takim doświadczeniom uczy się:

„Mogę sobie poradzić.”

Jeżeli rodzic zawsze usuwa wszystkie przeszkody z drogi, dziecko ma mniej okazji, żeby tego doświadczyć.

2. Lęk przed dorosłością

Jeżeli przez wiele lat ktoś podejmował decyzje za dziecko, dorosłość może wydawać się przerażająca.

Bo dorosłość oznacza:

wybór, odpowiedzialność, ryzyko i konsekwencje.

A jeśli przez całe dzieciństwo ktoś mówił:

„Ja wiem lepiej.”

to trudno nagle uwierzyć:

„Ja wiem, czego chcę.”

W kontekście zaburzeń odżywiania temat autonomii i samodzielności może być szczególnie ważny, ale nie należy z tego wyciągać wniosku, że anoreksja jest po prostu „buntem przeciwko rodzicom”.

Zaburzenie jest znacznie bardziej złożone.

3. Trudność w podejmowaniu decyzji

To jeden z tematów, który szczególnie mnie porusza.

„Nie wiem, czego chcę.”

„Powiedz mi, co mam zrobić.”

„A jak Ty uważasz?”

Jeżeli przez wiele lat ktoś podejmował decyzje za nas, możemy mieć trudność z rozpoznaniem własnych potrzeb, pragnień i granic.

I właśnie dlatego tak ważna jest autonomia.

A co, jeśli dziecko znajduje coś, co jest tylko jego?

Przytoczę tutaj fragment wypowiedzi osoby, która chorowała na anoreksję:

„Nawet w szafach mi układała ubrania i książki, bo twierdziła, że zrobi to lepiej ode mnie. I wreszcie znalazłam coś, w czym byłam lepsza od niej – odchudzanie. Diety, głodówki i ćwiczenia były tylko moje.”

Ten fragment bardzo mocno pokazuje, jak ważna może być potrzeba:

„To jest moje.”

„To ja o tym decyduję.”

„To potrafię zrobić sama.”

I właśnie tutaj zaburzenie odżywiania może stać się dla niektórych osób obszarem, w którym po raz pierwszy doświadczają poczucia sprawczości.

Nie oznacza to, że nadopiekuńczość jest przyczyną anoreksji.

Oznacza natomiast, że potrzeba autonomii i poczucia wpływu na własne życie może być ważnym tematem w procesie zdrowienia.

Czy podczas leczenia należy więc „odpuścić” dziecku?

Nie.

I to bardzo ważne.

Nie chcę, aby po przeczytaniu tego tekstu rodzic pomyślał:

„Skoro jestem nadopiekuńczy, to teraz muszę zostawić dziecko samo.”

Nie.

W przypadku anoreksji dziecko może potrzebować bardzo dużo wsparcia, a w określonych etapach leczenia także przejęcia przez rodziców części odpowiedzialności za jedzenie i bezpieczeństwo.

W podejściach rodzinnych do leczenia anoreksji u dzieci i nastolatków rodzice mogą mieć bardzo aktywną rolę szczególnie na początku leczenia, a następnie wspierać dziecko w odzyskiwaniu odpowiedniej do wieku samodzielności.

Czyli:

więcej odpowiedzialności rodzica nie musi oznaczać więcej nadopiekuńczości.

To bardzo ważne rozróżnienie.

Rodzic może powiedzieć:

„Pomogę Ci, bo teraz tego potrzebujesz.”

ale jednocześnie:

„Wierzę, że krok po kroku będziesz mogła odzyskiwać swoją samodzielność.”

Kangur potrzebuje nauczyć się wychodzić z torby

Metafora kangura nie jest dla mnie wezwaniem do tego, aby rodzic przestał być blisko.

Wręcz przeciwnie.

Chodzi o to, aby zmienić sposób bycia blisko.

Na początku możesz być bardzo blisko.

Możesz prowadzić.

Możesz chronić.

Możesz przejąć część odpowiedzialności.

Ale celem zdrowienia nie jest przecież to, aby dziecko przez całe życie pozostawało w Twojej torbie.

Celem jest stopniowe odzyskiwanie przez nie własnego życia.

I dlatego potrzebna jest przestrzeń.

Bliskość bez zawłaszczania.

Pomoc bez wyręczania.

Ochrona bez odbierania sprawczości.

Granice bez nadmiernej kontroli.

Jak wspierać dziecko bez nadopiekuńczości?

Możesz zacząć od bardzo prostego pytania:

„Czy moje dziecko naprawdę potrzebuje teraz mojej pomocy, czy ja potrzebuję mu pomóc, żeby zmniejszyć własny lęk?”

To nie jest łatwe pytanie.

Ale może być bardzo ważne.

Zamiast automatycznie robić coś za dziecko, możesz czasami zapytać:

„Chcesz, żebym Ci pomogła, czy chcesz spróbować sama?”

Zamiast mówić:

„Nie rób tego, bo sobie nie poradzisz”

możesz powiedzieć:

„Widzę, że to dla Ciebie trudne. Jak myślisz, czego potrzebujesz, żeby spróbować?”

Zamiast usuwać każdą przeszkodę:

„Jestem obok. Jeśli będziesz potrzebować pomocy, możesz na mnie liczyć.”

To są małe różnice w słowach.

Ale bardzo duże różnice w komunikacie.

Nadopiekuńczość a zaburzenia odżywiania – najważniejsze rozróżnienie

Chciałabym, żeby z tego tekstu zostały Ci trzy rzeczy.

Po pierwsze: nadopiekuńczość rodziców nie jest prostym wyjaśnieniem przyczyn anoreksji.

Po drugie: nadmierna ochrona może utrudniać dziecku rozwijanie autonomii, sprawczości i wiary w swoje możliwości.

Po trzecie: podczas leczenia dziecko może potrzebować bardzo dużo opieki, ale ta opieka powinna stopniowo prowadzić w stronę odzyskiwania samodzielności, a nie trwałego wyręczania.

To jest ogromna różnica.

I na koniec – kilka pytań dla Ciebie

Ponieważ jestem coachem i interesuje mnie nie tylko rozpoznanie problemu, ale również poszukiwanie rozwiązań, zostawiam Cię z kilkoma pytaniami.

1. Jaki świat pokazujesz swojemu dziecku?

Czy pokazujesz mu świat, w którym można próbować?

Czy świat, w którym przede wszystkim trzeba uważać?

2. Jak Ty reagujesz na ryzyko?

Czy sam podejmujesz wyzwania?

Czy boisz się porażki?

Co pokazujesz dziecku swoim zachowaniem?

3. Jak reagujesz na błędy?

Czy błąd oznacza dla Ciebie:

„Nie udało się, spróbujmy jeszcze raz”

czy raczej:

„A nie mówiłem/am, że tak będzie?”

4. Ile lęku jest w Twoim życiu?

Czy zdarza Ci się chronić dziecko przede wszystkim dlatego, że boisz się o nie?

Czy potrafisz odróżnić realne zagrożenie od ryzyka, które jest częścią dorastania?

5. Czy dajesz dziecku możliwość decydowania?

Oczywiście odpowiednio do jego wieku, możliwości i etapu leczenia.

Czy może powiedzieć:

„Chcę zrobić to po swojemu”?

I czy potrafisz to czasami zaakceptować?

6. Co dzieje się w Tobie, kiedy dziecko się buntuje?

Czy myślisz:

„Tracę kontrolę”

czy może:

„Moje dziecko właśnie uczy się, że jest odrębną osobą”?

Nie chodzi o to, żeby wypuścić dziecko z torby i zostawić je samo

To chyba najważniejsze zdanie, z którym chciałabym Cię zostawić.

Nie chodzi o to, żeby przestać chronić dziecko.

Nie chodzi też o to, żeby nagle wymagać od niego samodzielności, na którą nie jest jeszcze gotowe.

Chodzi o coś znacznie trudniejszego:

być blisko i jednocześnie zostawiać przestrzeń.

Być miejscem, do którego można wrócić.

Ale też pozwolić dziecku krok po kroku wychodzić w świat.

Bo być może największym prezentem, jaki możemy dać dziecku, nie jest obietnica:

„Nigdy nie pozwolę, żeby coś Ci się stało.”

Tego nie możemy obiecać.

Możemy natomiast powiedzieć:

„Świat czasami będzie trudny. Ale będę obok. I będę Ci pomagać tak długo, jak będziesz tego potrzebować. A kiedy będziesz gotowa/-y, będę też wierzyć, że potrafisz poradzić sobie sam/-a.”

I właśnie tego chciałabym dla każdego dziecka.

Nie życia bez ryzyka.

Ale życia z przekonaniem:

„Poradzę sobie.”

Najczęściej zadawane mi pytania w temacie nadopiekuńczości:

Czy nadopiekuńczość rodziców powoduje anoreksję?

Nie.  Zaburzenia odżywiania mają złożone przyczyny i wynikają ze współdziałania wielu czynników. Starsze modele rodzinne próbowały wiązać anoreksję z określonymi wzorcami funkcjonowania rodziny, ale współczesne podejście nie traktuje nadopiekuńczości jako pojedynczej przyczyny choroby.

Czy nadopiekuńczość jest szkodliwa dla dziecka?

Nadmierna ochrona może ograniczać możliwość rozwijania samodzielności, sprawczości i tolerowania niepowodzeń. Nie oznacza to jednak, że każda troskliwa lub zaangażowana opieka jest nadopiekuńczością. Dziecko potrzebuje zarówno bezpieczeństwa, jak i stopniowo zwiększanej przestrzeni do samodzielnego działania.

Czy rodzic dziecka z anoreksją powinien pozwolić mu na większą samodzielność?

To zależy od wieku dziecka, stanu zdrowia i etapu leczenia. W leczeniu anoreksji u dzieci i nastolatków rodzice mogą na początku odgrywać bardzo aktywną rolę, a następnie wspierać stopniowy powrót do samodzielności. Nie chodzi więc o szybkie „odpuszczenie”, ale o odpowiednie dostosowanie poziomu odpowiedzialności do możliwości dziecka.

Jak wspierać dziecko z anoreksją bez nadopiekuńczości?

Warto rozróżnić ochronę potrzebną ze względów zdrowotnych od wyręczania dziecka w sytuacjach, w których może ono już działać samodzielnie. Pomocne jest także pytanie dziecka, czego potrzebuje, oraz ustalanie z zespołem leczącym, które obszary powinny być obecnie pod kontrolą rodzica, a które można stopniowo oddawać dziecku.

Czy nadopiekuńczość może zwiększać lęk dziecka?

Jeżeli dziecko stale otrzymuje komunikat, że świat jest niebezpieczny i że bez rodzica sobie nie poradzi, może mieć mniej okazji do zdobywania doświadczeń pokazujących mu własną skuteczność. Dlatego ważne jest łączenie bezpieczeństwa z możliwością podejmowania odpowiednich do wieku wyzwań.

Jak przestać być nadopiekuńczym rodzicem?

Pierwszym krokiem jest zauważenie, w jakich sytuacjach automatycznie wyręczasz dziecko lub próbujesz kontrolować jego decyzje. Warto następnie zapytać siebie, czy dziecko rzeczywiście potrzebuje pomocy, czy może Twoja pomoc zmniejsza przede wszystkim Twój własny lęk. W przypadku dziecka leczonego z powodu zaburzenia odżywiania zmiany w zakresie odpowiedzialności warto omawiać również z zespołem leczącym.

Pozostałe wpisy dotyczące modelu Maudsley:

Linki wspomniane w tym wpisie:

Źródła:

  1. Skills-based Caring for a Loved One with Eating Disorders. the new Maudsley Method. Janet Treasure, Grainne Smith, Amma Crane