
Czy kontrola, krytyka, krzyk i ciągłe przekonywanie dziecka pomagają mu wyzdrowieć z anoreksji lub innego zaburzenia odżywiania?
Nie.
A przynajmniej nie w taki sposób, w jaki często wyobrażamy sobie „twarde postawienie sprawy”.
W dzisiejszym wpisie chcę przyjrzeć się postawie, którą w opisywanej przeze mnie metaforyce Maudsley określa się jako „nosorożca”.
To postawa kojarzona z kontrolą, władzą, chłodem, krytyką i przekonaniem:
„Ja wiem lepiej.”
I chcę od razu powiedzieć jedną ważną rzecz.
Ten tekst nie jest po to, żeby powiedzieć rodzicowi:
„To przez Ciebie Twoje dziecko zachorowało.”
Wręcz przeciwnie.
Jest po to, żebyś mógł zatrzymać się na chwilę i zobaczyć:
czy moje zachowania pomagają mojemu dziecku, czy może nieświadomie utrudniają mu zdrowienie?
Bo bardzo często robimy rzeczy, których nauczyliśmy się we własnym domu.
I bardzo często robimy je dlatego, że boimy się o swoje dziecko.
Kim jest „nosorożec”?
W metaforze, którą opisuję, „nosorożec” reprezentuje rodzica, który próbuje radzić sobie z trudną sytuacją poprzez kontrolę, władzę, krytykę, presję albo nadmierne intelektualizowanie problemu.
Może być to postawa obecna jeszcze przed pojawieniem się zaburzenia odżywiania, ale może też pojawić się lub nasilić wraz z chorobą.
Bo przecież kiedy dziecko choruje, rodzic może być przerażony.
Może myśleć:
„Muszę coś zrobić.”
„Muszę to zatrzymać.”
„Ono musi wreszcie zrozumieć, co sobie robi.”
I właśnie wtedy łatwo wejść w rolę „nosorożca”.
Jak może wyglądać taka postawa?
Może pojawić się:
- nadmierna kontrola,
- chłód emocjonalny,
- moralizowanie,
- ciągłe udzielanie rad,
- krytykowanie,
- komentowanie,
- złość,
- krzyk,
- przekonywanie „na logikę”,
- nadużywanie pozycji rodzica,
- przekonanie, że rodzic zawsze wie najlepiej,
- potrzeba wygrania dyskusji,
- skupienie na tym, kto ma rację.
Charakterystyczne mogą być komunikaty:
Ja wiem lepiej.”
„Musisz mnie słuchać.”
„Powinnaś po prostu zacząć jeść.”
„Przestań wymyślać.”
„Dzieci i ryby głosu nie mają.”
„Nade mną nikt się nie rozczulał i wyrosłem na ludzi.”
Albo pozornie spokojniejsze:
„Porozmawiajmy racjonalnie.”
„Przecież doskonale wiesz, że to jest nielogiczne.”
„Wytłumacz mi, dlaczego to robisz.”
I właśnie tutaj pojawia się bardzo ważne pytanie:
Czy z osobą doświadczającą zaburzenia odżywiania można wygrać argumentami?
Najczęściej nie.
Bo zaburzenie odżywiania nie jest po prostu brakiem wiedzy.
Dlaczego „przemawianie do rozsądku” nie wystarcza?
Rodzic może mieć świetne argumenty.
Może wiedzieć, że dziecko powinno jeść.
Może wiedzieć, że głodzenie jest niebezpieczne.
Może mieć wyniki badań, opinie lekarzy i dziesiątki przeczytanych książek.
A jednak dziecko nadal może doświadczać ogromnego lęku.
Dlatego samo powiedzenie:
„Przecież to nie ma sensu”
niekoniecznie prowadzi do zmiany.
Osoba z zaburzeniem odżywiania może jednocześnie wiedzieć, że jej zachowania są dla niej szkodliwe i nie być w stanie po prostu z nich zrezygnować.
To jedna z rzeczy, które jako rodzicowi może być bardzo trudno zrozumieć.
Kontrola nie zawsze oznacza brak miłości
To dla mnie bardzo ważne.
Rodzic, który kontroluje, krzyczy albo krytykuje, często naprawdę bardzo kocha swoje dziecko.
Czasami kontrola jest właśnie próbą poradzenia sobie z ogromnym lękiem.
„Jeżeli będę wszystko kontrolować, może nic złego się nie wydarzy.”
Problem polega na tym, że sposób, w jaki próbujemy pomóc, może nie być tym, czego dziecko potrzebuje emocjonalnie.
Dlatego zamiast pytać:
„Czy jestem dobrym rodzicem?”
spróbuj czasami zapytać:
„Co moje dziecko odbiera z mojego zachowania?”
To znacznie trudniejsze pytanie.
Ale też bardziej użyteczne.
Co dzieje się z dzieckiem, kiedy nie ma przestrzeni na emocje?
W relacji, w której dominuje kontrola, krytyka i „rozwiązywanie problemów na logikę”, dziecku może być trudno powiedzieć:
„Boję się.”
„Jest mi smutno.”
„Jestem zły.”
„Nie wiem, co się ze mną dzieje.”
„Potrzebuję Cię.”
Zamiast tego może nauczyć się:
„Lepiej nic nie mówić.”
„Moje emocje są problemem.”
„Muszę sobie poradzić sam.”
I to jest dla mnie jeden z najważniejszych tematów tego wpisu.
Bo emocje nie znikają tylko dlatego, że ich nie pokazujemy.
A zaburzenia odżywiania mogą stać się jednym ze sposobów radzenia sobie z trudnymi emocjami, napięciem czy poczuciem braku kontroli.
Nie oznacza to oczywiście, że można powiedzieć:
„To rodzice spowodowali zaburzenie odżywiania.”
To byłoby zarówno krzywdzące, jak i zbyt dużym uproszczeniem.
Zaburzenia odżywiania mają złożone przyczyny, a środowisko rodzinne jest tylko jednym z wielu elementów, które mogą mieć znaczenie.
A co, jeśli rodzice mają zupełnie różne style?
To również bardzo częsta sytuacja.
Jedno z rodziców może być bardzo nadopiekuńcze.
Drugie — bardzo wymagające i krytyczne.
Jedno mówi:
„Zostaw ją, ona sobie nie poradzi.”
Drugie:
„Musi sobie wreszcie poradzić.”
Jedno chce chronić.
Drugie chce nauczyć samodzielności.
Oboje mogą robić to z miłości.
Ale jeżeli rodzice zaczynają przy dziecku kłócić się o to, co robić, jakie zasady wprowadzić albo kto ma rację, dziecko może znaleźć się w bardzo trudnej sytuacji.
Dlatego podczas leczenia warto, aby rodzice — najlepiej przy wsparciu zespołu leczącego — ustalali między sobą możliwie spójne zasady postępowania.
Nie chodzi o to, żeby zawsze się ze sobą zgadzać.
Chodzi o to, żeby dziecko nie musiało być mediatorem między rodzicami.
Współpraca rodziny może być ważnym elementem leczenia. Wytyczne NICE podkreślają znaczenie odpowiedniego włączania rodziny i opiekunów w leczenie oraz zapewnienia im informacji i wsparcia.
Czy krzyk i presja pomagają dziecku z anoreksją?
Krzyk, zawstydzanie, moralizowanie i próby „przemówienia do rozsądku” nie są dobrym zamiennikiem leczenia.
Nie oznacza to jednak, że rodzic ma być bezradny.
To bardzo ważne rozróżnienie.
Bliskość nie oznacza braku granic.
Empatia nie oznacza zgody na wszystko.
Ciepło nie oznacza rezygnacji z odpowiedzialności.
Dziecko z zaburzeniem odżywiania może potrzebować od rodzica jednocześnie:
ciepła + stanowczości + przewidywalności + granic + współpracy ze specjalistami.
To jest znacznie trudniejsze niż samo:
„Masz robić to, co Ci każę.”
Ale właśnie dlatego rodzic nie powinien być pozostawiony sam sobie.
W leczeniu dzieci i nastolatków rodzina może odgrywać aktywną rolę, a w podejściach rodzinnych rodzice są często wspierani w pomaganiu dziecku w procesie zdrowienia.
Co może zrobić rodzic, który rozpoznaje u siebie „nosorożca”?
Przede wszystkim:
nie obwiniaj się.
Zatrzymaj się.
Zauważ.
I spróbuj coś zmienić.
Możesz zacząć od bardzo prostego pytania:
„Czy moje zachowanie w tej chwili wynika z tego, czego potrzebuje moje dziecko, czy z mojego własnego lęku?”
To pytanie potrafi bardzo dużo zmienić.
Zamiast kontroli — zacznij od ciekawości
Zamiast:
„Dlaczego znowu to robisz?”
spróbuj:
„Co jest dla Ciebie teraz najtrudniejsze?”
Zamiast:
„Przecież to absurdalne.”
spróbuj:
„Pomóż mi zrozumieć, czego się teraz boisz.”
Zamiast:
„Musisz się wziąć w garść.”
spróbuj:
„Widzę, że jest Ci bardzo trudno. Zastanówmy się, jak możemy Ci pomóc.”
Nie zawsze będzie łatwo.
Nie zawsze dziecko odpowie.
Ale komunikat jest zupełnie inny:
„Nie walczę z Tobą. Walczę o Ciebie.”
A co z własną złością rodzica?
To jest bardzo ważny temat.
Bo rodzic również może być:
zmęczony,
przerażony,
bezradny,
wściekły,
smutny,
rozczarowany,
pełen poczucia winy.
I ma prawo mieć te emocje.
Nie musi być cały czas spokojny.
Ale warto znaleźć miejsce, w którym można przeżywać własne emocje poza dzieckiem — z partnerem, bliską osobą, terapeutą, grupą wsparcia czy zespołem prowadzącym leczenie.
Nie po to, żeby udawać, że złości nie ma.
Po to, żeby nie robić z dziecka miejsca, w którym tę złość się rozładowuje.
„To ja zniknę…”
Kiedy pracuję z tematami związanymi z zaburzeniami odżywiania, szczególnie mocno porusza mnie myśl:
„To ja zniknę.”
To zdanie można rozumieć na wiele sposobów i nie chcę sprowadzać go do jednej przyczyny.
Ale może ono pokazywać, jak bardzo samotne może czuć się dziecko, które ma wrażenie, że jest problemem.
Dlatego chciałabym, żeby rodzic zapamiętał jedną rzecz:
Twoje dziecko nie jest problemem do rozwiązania.
Ma problem, z którym potrzebuje pomocy.
To ogromna różnica.
Czy postawę „nosorożca” można zmienić?
Tak.
I to jest chyba najważniejsza część tego wpisu.
Nie możemy cofnąć czasu.
Nie możemy naprawić wszystkich błędów, które popełniliśmy.
Nie możemy zmienić tego, czego sami nauczyliśmy się w swoich rodzinach.
Ale możemy zacząć inaczej reagować dzisiaj.
Możemy nauczyć się rozpoznawać własny lęk.
Możemy nauczyć się rozmawiać.
Możemy nauczyć się słuchać.
Możemy nauczyć się stawiać granice bez upokarzania.
Możemy nauczyć się być stanowczy bez bycia chłodnym.
Możemy nauczyć się być blisko bez kontrolowania wszystkiego.
I właśnie o to chodzi w tej metaforze.
Nie o to, żeby przykleić sobie etykietę:
„Jestem nosorożcem.”
Tylko żeby móc powiedzieć:
„Widzę, co robię. I mogę spróbować zrobić coś inaczej.”
3 pytania dla rodzica, który chce wyjść z postawy „nosorożca”
1. Czy powtarzam wzorce z własnego domu?
Czy mój sposób reagowania przypomina zachowanie moich rodziców?
Czy miałem krytycznego ojca lub matkę?
Czy sam jako dziecko potrzebowałem więcej ciepła, słuchania i akceptacji?
Czy naprawdę chcę, aby moje dziecko doświadczało tego samego?
2. Co robię ze swoim lękiem i złością?
Czy potrafię zauważyć, że jestem przerażony?
Czy moja złość pojawia się dlatego, że dziecko robi coś „źle”, czy dlatego, że ja bardzo boję się o jego zdrowie?
Czy mam miejsce, w którym mogę bezpiecznie przeżyć własne emocje?
3. Czy w moim domu jest miejsce na uczucia?
Czy moje dziecko może powiedzieć:
„Jestem zły”?
„Boję się”?
„Nie zgadzam się”?
„Potrzebuję Cię”?
Czy potrafię tego wysłuchać bez natychmiastowego krytykowania, poprawiania i dawania rady?
Na koniec
Być może dzisiejszy wpis był dla Ciebie trudny.
Być może rozpoznałeś w nim siebie.
Jeśli tak, chciałabym, żebyś nie kończył go z myślą:
„Jestem złym rodzicem.”
Zakończ go raczej pytaniem:
„Co mogę zrobić inaczej od dzisiaj?”
Bo dziecko nie potrzebuje idealnego rodzica.
Potrzebuje rodzica, który potrafi się zatrzymać, zobaczyć swoje zachowanie i — kiedy trzeba — powiedzieć:
„Chyba ostatnio za bardzo Cię kontrolowałem. Chcę spróbować inaczej. I chcę Cię lepiej zrozumieć.”
To może być początek bardzo ważnej zmiany.
Nie chodzi o to, żeby przestać być rodzicem.
Chodzi o to, żeby być rodzicem, który potrafi połączyć bliskość ze stanowczością, a granice z szacunkiem
Najczęściej zadawane mi pytania w tym obszarze
Czy kontrolowanie dziecka pomaga w leczeniu anoreksji?
Sama kontrola, krytyka, krzyk czy zawstydzanie nie są leczeniem anoreksji. Dziecko z zaburzeniem odżywiania może potrzebować od rodzica więcej struktury, granic i odpowiedzialnego wsparcia, ale powinny one być częścią uzgodnionego planu leczenia.
Jak rozmawiać z dzieckiem, które ma anoreksję?
Warto unikać zawstydzania, moralizowania i nieustannego komentowania jedzenia czy wyglądu. Pomocne może być spokojne komunikowanie troski, słuchanie dziecka i pytanie o jego doświadczenia. Jednocześnie rodzic może zachować jasne granice i stosować się do zaleceń zespołu leczącego.
Czy krzyk może pogorszyć relację z dzieckiem z zaburzeniem odżywiania?
Krzyk i komunikacja oparta na strachu mogą utrudniać dziecku otwarte mówienie o emocjach i trudnościach. Nie oznacza to, że rodzic nigdy nie może się zdenerwować. Ważne jest to, jak później naprawia relację i czy ma sposób na bezpieczne przeżywanie własnych emocji.
Czy postawa „nosorożca” zawsze dotyczy ojca?
Nie. Jeżeli w danym opisie metafora „nosorożca” jest kojarzona częściej z ojcem, nie oznacza to, że jest to postawa właściwa tylko dla mężczyzn. Kontrolujący, krytyczny lub chłodny sposób reagowania może pojawić się u każdego rodzica.
Czy można być stanowczym rodzicem bez krytykowania dziecka?
Tak. Stanowczość i krytyka to nie to samo. Rodzic może stawiać granice, przestrzegać zaleceń leczenia i przejmować odpowiedzialność za bezpieczeństwo dziecka, jednocześnie okazując mu szacunek i empatię.
Jak rodzic może zmienić postawę „nosorożca”?
Pierwszym krokiem może być zauważenie własnych reakcji i sprawdzenie, co je uruchamia. Pomocne jest również uczenie się komunikacji, rozpoznawanie własnego lęku i złości oraz korzystanie ze wsparcia specjalisty. Zmiana nie wymaga bycia idealnym rodzicem — wymaga gotowości do zauważania swoich zachowań i próbowania nowych sposobów reagowania.
Pozostałe wpisy dotyczące modelu Maudsley:
- W jaki sposób rodziny radzą sobie z zaburzeniami odżywiania? I który z nich jest najlepszy?
- Nadopiekuńczy rodzice i kangur – co mają wspólnego?
- Jak być blisko dziecka podczas leczenia zaburzeń odżywiania? Delfin, kangur i model Maudsley
Wpis dotyczący kontroli zachowań dziecka:
Źródła:
- Skills-based Caring for a Loved One with an Eating Disorder. The new Maudsley Method. Janet Treasure, Grainne Smith, Anna Crane