Jak być blisko dziecka podczas leczenia zaburzeń odżywiania? Delfin, kangur i model Maudsley

być w pobliżu

Jak wspierać dziecko z zaburzeniami odżywiania podczas terapii, hospitalizacji i zdrowienia?

Nie ma jednej odpowiedzi, która pasowałaby do każdej rodziny.

To, jak możesz być blisko swojego dziecka, będzie zależało między innymi od tego, na jakim etapie choroby lub zdrowienia jest Twoje dziecko, ile ma lat, jak wygląda jego stan zdrowia oraz jakie zalecenia otrzymujecie od zespołu leczącego.

Jest jednak coś, co pozostaje ważne niezależnie od tych różnic:

dziecko nie przestaje potrzebować rodzica tylko dlatego, że rozpoczęło terapię.

Wręcz przeciwnie.

W wielu sytuacjach rodzina może być bardzo ważnym elementem procesu zdrowienia. W podejściach rodzinnych rodzice mogą być aktywnie włączani w leczenie, a ich rola jest dostosowywana do etapu zdrowienia dziecka.

Dlatego dzisiaj chcę porozmawiać o tym, jak być blisko dziecka podczas leczenia zaburzeń odżywiania.

Czy rodzic powinien być zaangażowany w terapię dziecka z zaburzeniem odżywiania?

Bardzo często spotykam się z tym, że kiedy dziecko rozpoczyna terapię, rodzic trochę się wycofuje.

Dlaczego?

Bo pojawia się myśl:

„Teraz zajmą się nim specjaliści. To już ich zadanie.”

Ale rozpoczęcie terapii nie oznacza, że rodzic przestaje być potrzebny.

Specjaliści mają swoją rolę.

Rodzic ma swoją.

I te role nie muszą ze sobą konkurować.

Możesz być blisko swojego dziecka i jednocześnie współpracować ze specjalistami, którzy prowadzą jego leczenie.

Możesz pytać.

Możesz prosić o wyjaśnienie.

Możesz mówić o swoich obserwacjach.

Możesz pytać, jak możesz pomóc dziecku w domu.

Możesz również powiedzieć:

„Nie wiem, jak sobie z tym poradzić. Potrzebuję wskazówek.”

To nie jest oznaka słabości.

To jest część współpracy.

NICE również wskazuje, że rodzice i opiekunowie powinni otrzymywać informacje oraz wsparcie, a tam, gdzie jest to odpowiednie, być włączani w opiekę nad osobą z zaburzeniem odżywiania.

Jakie pytania rodzic może zadawać terapeutom?

Masz prawo rozumieć, co dzieje się z Twoim dzieckiem.

Możesz więc zapytać:

Jak mogę pomóc dziecku na tym etapie leczenia?

Jakie zachowania są teraz objawem choroby, a jakie są częścią procesu zdrowienia?

Czego możemy spodziewać się na kolejnym etapie?

Co powinniśmy robić w domu?

Jak reagować w trudnych momentach?

Po czym poznamy, że potrzebna jest ponowna konsultacja lub pilna pomoc?

Nie chodzi o to, żeby rodzic zastępował lekarza czy terapeutę.

Chodzi o to, żeby nie zostawał sam z ogromną odpowiedzialnością i niewiedzą.

Jak być blisko dziecka podczas hospitalizacji?

Hospitalizacja może przynieść bardzo ważną poprawę stanu fizycznego dziecka, ponieważ zapewnia intensywną opiekę medyczną i terapeutyczną.

Ale wyjście ze szpitala nie oznacza automatycznie końca choroby.

Przeciwnie — powrót do domu może być momentem, w którym zmienia się środowisko leczenia i rodzina musi nauczyć się funkcjonować w nowej sytuacji.

Dlatego warto już podczas hospitalizacji pytać:

Co będzie dalej?

Jak będzie wyglądał powrót do domu?

Jakie wsparcie będzie potrzebne?

Jakie sygnały powinny nas zaniepokoić?

Co możemy zrobić, aby przejście ze szpitala do domu było dla dziecka możliwie bezpieczne?

Warto być blisko dziecka — oczywiście w takim zakresie, jaki jest zgodny z jego potrzebami i zasadami obowiązującymi na oddziale.

Ale warto być również blisko zespołu leczącego.

Pytaj.

Słuchaj.

Notuj.

Ucz się.

A jeżeli czujesz, że sama lub sam nie dajesz już rady — szukaj wsparcia również dla siebie.

Rodzic osoby chorującej na zaburzenie odżywiania również może potrzebować pomocy emocjonalnej i terapeutycznej.

Co zrobić, gdy dziecko wraca ze szpitala do domu?

To może być jeden z najtrudniejszych momentów.

W szpitalu pewne rzeczy są uporządkowane.

Są procedury.

Jest zespół.

Jest określony rytm dnia.

A potem nagle wracacie do domu.

I pojawia się pytanie:

„Co teraz?”

Dlatego powrót do domu warto traktować jako kolejny etap leczenia, a nie jako moment, w którym rodzic ma nagle wszystko wiedzieć i umieć.

Zapytaj zespół leczący, jakie konkretne zalecenia mają obowiązywać w domu i co zrobić w sytuacji pogorszenia.

Nie próbuj samodzielnie tworzyć planu leczenia na podstawie tego, co przeczytasz w internecie.

Twoim zadaniem nie jest zostać lekarzem swojego dziecka.

Twoim zadaniem jest być jego rodzicem.

I właśnie dlatego tak ważna jest współpraca ze specjalistami.

Czy rodzice powinni mówić jednym głosem?

Kolejnym bardzo ważnym aspektem jest relacja między rodzicami.

Jeżeli jesteście parą lub wspólnie wychowujecie dziecko, warto rozmawiać o tym, jakie macie wspólne stanowisko dotyczące leczenia i codziennego wspierania dziecka.

Nie oznacza to, że musicie zawsze się ze sobą zgadzać.

Ale dziecko potrzebuje możliwie jasnych komunikatów.

Wyobraź sobie sytuację:

Mama mówi:

„Musimy trzymać się zaleceń zespołu.”

A tata:

„Może dzisiaj odpuśćmy, bo widzę, że jest jej tak trudno.”

Każdy z rodziców chce dobrze.

Ale dla dziecka może to oznaczać jeszcze większy chaos.

Dlatego warto najpierw porozmawiać ze sobą.

Ustalić:

Co robimy?

Czego się trzymamy?

W jakich sytuacjach prosimy o pomoc specjalistów?

Jak reagujemy, kiedy dziecko bardzo cierpi?

I dopiero potem przekazywać dziecku wspólny, możliwie spokojny komunikat.

Nie chodzi o to, żeby rodzice byli identyczni.

Chodzi o to, żeby dziecko nie musiało być sędzią pomiędzy nimi.

Dlaczego wspólne spędzanie czasu może być ważne?

W procesie zdrowienia czasami zmienia się życie całej rodziny.

Może okazać się, że trzeba na jakiś czas zrezygnować z części zajęć, spotkań czy innych obowiązków.

Może być potrzebnych więcej wspólnych posiłków.

Więcej obecności.

Więcej przewidywalności.

I czasami rodzic może pomyśleć:

„Przecież przez to całe nasze życie stanęło na głowie.”

Tak.

Może tak być.

Leczenie zaburzenia odżywiania potrafi mocno wpłynąć na funkcjonowanie całej rodziny.

Ale warto czasami zadać sobie pytanie:

„Co moje dziecko odbiera z tego wszystkiego?”

Czy tylko:

„Choroba znowu wszystko zmieniła”?

Czy może również:

„Jestem dla nich ważny.”

„Nie jestem sam.”

„Kiedy jest naprawdę trudno, moja rodzina jest przy mnie.”

To nie oznacza, że cała rodzina ma przestać żyć.

Oznacza raczej, że na pewnym etapie leczenia potrzeby dziecka mogą wymagać większej uwagi i dostosowania codzienności.

Jakie potrzeby dziecka warto zauważyć podczas leczenia?

I tym sposobem dochodzimy do bardzo ważnego tematu:

potrzeb.

Pisałam już wcześniej, że poprzez zaburzenie odżywiania sama próbowałam zaspokajać ważne potrzeby.

Dlatego pytam:

Czy Wy rozmawiacie w rodzinie o potrzebach?

Nie tylko o tym:

„Co trzeba zrobić?”

Ale również:

„Czego teraz potrzebujesz?”

To bardzo ważne pytanie.

Wiem, że jest Ci trudno. Jednocześnie będziemy robić to, co jest potrzebne, żebyś był bezpieczny.”

Bezpieczeństwo nie oznacza braku granic.

Czasami właśnie jasne i spokojne granice pomagają dziecku poczuć się bezpieczniej.

Potrzeba samodzielności i podejmowania wyzwań

Dziecko potrzebuje również doświadczać, że potrafi.

Że może próbować.

Że może podejmować wyzwania.

Że nie każdy krok musi być wykonany przez rodzica.

I tutaj pojawia się bardzo ważne pytanie:

Czy przez chorobę nie odebraliśmy dziecku całej przestrzeni do samodzielności?

To może być trudne.

Bo kiedy rodzic boi się o życie i zdrowie dziecka, naturalna jest potrzeba kontrolowania wszystkiego.

Ale zdrowienie oznacza również stopniowy powrót do samodzielności — w tempie odpowiednim dla dziecka i zgodnym z planem leczenia.

Potrzeba uwagi

Dziecko potrzebuje również doświadczać, że jest zauważane.

Nie tylko wtedy, kiedy dzieje się coś złego.

Nie tylko wtedy, kiedy pojawiają się objawy.

Nie tylko wtedy, kiedy trzeba pilnować jedzenia.

Także wtedy, kiedy nic szczególnego się nie dzieje.

To jest dla mnie bardzo ważne.

Bo jeżeli cała uwaga rodziny koncentruje się wokół choroby, dziecko może zacząć doświadczać siebie przede wszystkim jako:

„tego chorego”.

Dlatego warto zauważać również:

jego zainteresowania,

poczucie humoru,

relacje,

talenty,

radość,

plany,

marzenia,

wszystko to, co sprawia, że jest kimś znacznie więcej niż swoją chorobą.

Delfin, kangur i model Maudsley — jak znaleźć równowagę?

Właśnie tutaj wracam do metafor, o których pisałam wcześniej.

Model Maudsley i związane z nim metafory mogą pomóc rodzicom myśleć o różnych sposobach bycia przy dziecku.

Kangur może symbolizować rodzica, który bardzo mocno chroni dziecko, bierze odpowiedzialność za jego bezpieczeństwo i może mieć trudność z pozwoleniem mu na samodzielność.

Delfin jest dla mnie inną metaforą.

Delfin może płynąć z przodu — pokazywać drogę.

Może płynąć obok — towarzyszyć i wspierać.

Może również płynąć z tyłu — ufać dziecku i dawać mu coraz więcej przestrzeni.

To nie są trzy sztywne typy rodziców.

To raczej trzy sposoby bycia przy dziecku, między którymi rodzic może się poruszać zależnie od sytuacji i etapu zdrowienia.

I to właśnie jest dla mnie najciekawsze.

Delfin z przodu — kiedy rodzic pokazuje drogę

Delfin z przodu może symbolizować rodzica, który bierze odpowiedzialność za kierunek i pomaga dziecku przejść przez trudny moment.

Zadaj sobie pytania:

Czy jestem dla swojego dziecka osobą, której może zaufać?

Czy w obliczu choroby staram się szukać rozwiązań, zamiast się poddawać?

Czy pytam specjalistów, co możemy zrobić dalej?

Czy wiem, jaki jest kolejny etap leczenia?

Czy potrafię zrobić krok przed dzieckiem, kiedy ono samo jeszcze nie widzi drogi?

W czasie ostrej fazy choroby dziecko może potrzebować od rodzica właśnie większego prowadzenia i struktury.

To nie jest odbieranie mu sprawczości.

To może być czasowe przejęcie części odpowiedzialności, której w danym momencie nie jest w stanie bezpiecznie udźwignąć.

Delfin z boku — kiedy rodzic towarzyszy

Delfin płynący obok nie prowadzi za wszelką cenę.

Jest blisko.

Towarzyszy.

Dodaje odwagi.

Zadaj sobie pytania:

Czy moje dziecko może liczyć na moje wsparcie?

Czy wiem, jakiego wsparcia potrzebuje właśnie teraz?

Czy potrafię być obok, nawet kiedy nie wiem, co powiedzieć?

Czy potrafię słuchać bez natychmiastowego naprawiania?

Czasami dziecko nie potrzebuje kolejnego rozwiązania.

Potrzebuje usłyszeć:

„Jestem z Tobą. Przejdziemy przez to krok po kroku.”

Delfin z tyłu — kiedy rodzic zaczyna ufać

Delfin z tyłu wierzy, że dziecko może sobie poradzić.

Nie znaczy to:

„Rób, co chcesz.”

Nie znaczy również:

„Już mnie to nie obchodzi.”

Oznacza:

„Jestem tutaj, ale wierzę, że możesz zrobić ten krok sam.”

Ta postawa jest szczególnie ważna w miarę zdrowienia, kiedy dziecko stopniowo odzyskuje samodzielność.

I tutaj pojawia się bardzo ważne pytanie:

Czy potrafię dać dziecku przestrzeń wtedy, kiedy jest już na to gotowe?

Bo przecież celem zdrowienia nie jest to, aby stale kontrolować dziecko.

Celem zdrowienia jest również odzyskanie przez nie możliwości samodzielnego życia.

Jak pisał Jesper Juul, sens dorastania polega na stawaniu się samodzielną osobą, a nie kopią rodzica.

Kiedy rodzic powinien dać dziecku więcej przestrzeni?

To jedno z najtrudniejszych pytań.

I nie ma jednej odpowiedzi dla każdej rodziny.

Moment zwiększania samodzielności powinien wynikać między innymi z etapu zdrowienia, wieku dziecka, jego możliwości oraz zaleceń zespołu leczącego.

Nie warto przyspieszać tego procesu tylko dlatego, że rodzic jest już zmęczony kontrolowaniem.

Ale nie warto też utrzymywać pełnej kontroli dłużej, niż jest to potrzebne.

Dlatego zamiast pytać:

„Kiedy mogę już odpuścić?”

spróbuj zapytać:

„Jaką odpowiedzialność moje dziecko może bezpiecznie teraz przejąć?”

To zupełnie inne pytanie.

I często prowadzi do znacznie lepszych rozmów.

Gdzie jesteś dzisiaj jako rodzic?

Na koniec chcę Cię zostawić z kilkoma pytaniami.

Gdzie aktualnie jesteś?

Czy jesteś bardziej delfinem z przodu?

Z boku?

A może z tyłu?

A gdzie chciałbyś być jako rodzic?

Co musisz zrobić, żeby znaleźć się w tym miejscu?

Jakie kompetencje warto rozwinąć?

Czego potrzebujesz się nauczyć?

Czego może potrzebować Twoje dziecko?

I jeszcze jedno pytanie, chyba najważniejsze:

Czy potrafisz być blisko, nie odbierając dziecku przestrzeni?

Bo być blisko nie zawsze oznacza robić wszystko za dziecko.

Czasami oznacza prowadzić.

Czasami — iść obok.

A czasami — zostać trochę z tyłu i powiedzieć:

„Jestem tutaj. Wierzę, że dasz radę.”

Przeczytaj również pozostałe wpisy dotyczące modelu Maudsley: