
„Jestem przerażona tym, że pewnego dnia to może mnie zabić, ale też jestem przerażona tym, że to się nie stanie.”
Czy można jednocześnie bać się śmierci z powodu choroby i bać się tego, że choroba nie doprowadzi do śmierci?
Można.
I właśnie w tym zdaniu znajduje się ogromny paradoks, który może pomóc rodzicom lepiej zrozumieć, dlaczego osoba z zaburzeniem odżywiania może tak bardzo bać się zarówno choroby, jak i zdrowienia.
W poprzednim wpisie z tej serii „Do czego zaburzenia odżywiania są potrzebne? – część 1” pisałam o tożsamości.
Dzisiaj chcę zatrzymać się przy kolejnym ważnym temacie: lęku.
Czy osoby z zaburzeniami odżywiania naprawdę aż tak bardzo się boją?
Tak. Lęk może być bardzo ważną częścią doświadczenia osoby zmagającej się z zaburzeniem odżywiania.
Nie zawsze jest to jednak lęk, który łatwo zauważyć z zewnątrz.
Czasami może wyglądać jak upór.
Czasami jak złość.
Czasami jak odmowa.
Czasami jak perfekcjonizm, kontrolowanie, unikanie albo trzymanie się sztywnych zasad.
A pod tym wszystkim może znajdować się ogromny lęk przed tym, co stanie się, jeśli zasady zostaną złamane.
Badania nad anoreksją wskazują na znaczenie lęku, wrażliwości na zagrożenie i trudności związanych ze zmianą. Michael Strober, który przez wiele lat zajmował się badaniami i leczeniem zaburzeń odżywiania, zwracał uwagę między innymi na rolę podatności na lęk w anoreksji.
Dlatego warto czasami spojrzeć na zachowanie dziecka nie tylko przez pytanie:
„Dlaczego ono to robi?”
ale również:
„Czego ono się tak bardzo boi?”
„Boję się, że to mnie zabije, ale boję się też, że to się nie stanie”
To zdanie jest dla mnie jednym z najbardziej przejmujących fragmentów listu.
Bo pokazuje ambiwalencję.
Osoba chora może wiedzieć, że zaburzenie odżywiania jest niebezpieczne.
Może bać się konsekwencji choroby.
Może bać się śmierci.
A jednocześnie może bać się zdrowienia.
Bać się utraty tego, co choroba jej daje.
Bać się zmiany.
Bać się jedzenia.
ać się przytycia.
Bać się utraty kontroli.
Bać się życia bez choroby.
To właśnie dlatego zdanie:
„Przecież ona wie, że to jest dla niej niebezpieczne. Dlaczego więc po prostu nie przestanie?”
nie zawsze prowadzi nas do zrozumienia problemu.
Wiedzieć, że coś jest niebezpieczne, i być gotowym z tego zrezygnować, to dwie różne rzeczy.
Lęk przed chorobą i lęk przed zdrowieniem
Przeczytajmy kolejne fragmenty listu:
- Jest wiele rzeczy, o których chciałabym Ci powiedzieć, ale lęk przed osądzeniem i odrzuceniem ucisza mnie, zanim otworzę usta.
- Śmiertelnie obawiam się dorosnąć, ponieważ nie wiem, jak radzić sobie z tymi wszystkimi sprawami w świecie dorosłych – a przecież już jestem dorosła.
- Jestem przerażona tym, że pewnego dnia to może mnie zabić, ale też jestem przerażona tym, że to się nie stanie.
- Boję się opuścić tę walkę, ale myślę, że bardziej boję się sukcesu.
- Unikam sytuacji, które wymagają ode mnie wrażliwości, ponieważ boję się kogoś wpuścić.
- Boję się, że nigdy nie będę wystarczająco dobra.
- Powstrzymuję się od całkowitego wyzdrowienia i od realizacji swoich celów i marzeń, ponieważ boję się porażki i tego, że zawiodę innych.
Kiedy czytam te słowa, widzę człowieka, który nie tyle „nie chce wyzdrowieć”, ile bardzo się boi tego, co może wydarzyć się po drugiej stronie choroby.
I to jest ogromna różnica.
Dlaczego zdrowienie może być przerażające?
Wyobraźmy sobie, że przez długi czas choroba porządkuje życie.
Są zasady.
Są rytuały.
Są rzeczy, które wolno i których nie wolno.
Są zachowania, które dają poczucie przewidywalności.
Świat może stawać się bardzo wąski, ale jednocześnie bardziej znajomy.
A teraz ktoś mówi:
„Musisz z tego zrezygnować.”
Dla osoby zdrowej może to brzmieć jak oczywiste rozwiązanie.
Dla osoby chorej może oznaczać:
„Muszę wejść w nieznane.”
A nieznane może budzić ogromny lęk.
Kiedy choroba pomaga zmniejszyć napięcie
Michael Strober zwracał uwagę na to, że w anoreksji sztywne, powtarzalne zachowania związane z jedzeniem, dietą, ćwiczeniami czy rytuałami mogą z czasem tworzyć przewidywalną i znaną rutynę. W jego opisie takie zachowania mogą pomagać osobie chorej obniżać lęk i sprawiać, że świat staje się bardziej przewidywalny.
To bardzo ważne, jeśli próbujemy zrozumieć, do czego zaburzenie odżywiania może być potrzebne.
Nie dlatego, że choroba jest dobra.
Nie dlatego, że warto ją utrzymywać.
Nie dlatego, że osoba chora świadomie wybiera cierpienie.
Ale dlatego, że zachowanie, które z zewnątrz wydaje się zupełnie nieracjonalne, może mieć dla niej określoną funkcję.
Może przynosić chwilową ulgę.
Może zmniejszać napięcie.
Może dawać poczucie kontroli.
Może tworzyć przewidywalność.
A kiedy coś przez długi czas pomaga regulować ogromny lęk, rezygnacja z tego może sama w sobie wywoływać lęk.
I wtedy pojawia się błędne koło.
Lęk → zachowanie związane z zaburzeniem → chwilowe zmniejszenie napięcia → utrwalenie zachowania → jeszcze większy lęk przed jego utratą.
To jedna z perspektyw, która może pomóc zrozumieć, dlaczego zaburzenia odżywiania bywają tak trudne do przezwyciężenia.
„Boję się sukcesu”
To zdanie z listu szczególnie mnie zatrzymuje:
„Boję się opuścić tę walkę, ale myślę, że bardziej boję się sukcesu.”
Co może oznaczać lęk przed sukcesem?
Może oznaczać lęk przed zmianą.
Może oznaczać pytanie:
„Kim będę, kiedy już nie będę walczyć?”
Może oznaczać obawę przed odpowiedzialnością za własne życie.
Przed dorosłością.
Przed relacjami.
Przed bliskością.
Przed możliwością porażki.
Przed tym, że nie będzie już można schować się za chorobą.
I dlatego czasami największym lękiem nie jest pytanie:
„Czy wyzdrowieję?”
ale:
„Co będzie ze mną, kiedy wyzdrowieję?”
A co z rodzicem?
W tym miejscu chcę bardzo mocno podkreślić jedną rzecz:
To, że Twoje dziecko odczuwa ogromny lęk, nie oznacza, że Ty ten lęk spowodowałeś.
Zaburzenia odżywiania mają złożone podłoże. Nie można sprowadzać ich do jednego zachowania rodzica ani do jednej rodzinnej przyczyny.
Jednocześnie sposób, w jaki rodzina reaguje na chorobę, może mieć znaczenie dla tego, jak wygląda codzienne funkcjonowanie z zaburzeniem i jak rodzina radzi sobie z procesem leczenia.
I dlatego warto przyjrzeć się również własnym emocjom.
Nie po to, żeby się oskarżać.
Po to, żeby znaleźć sposób na lepsze wspieranie dziecka.
Co mogę zrobić jako rodzic, kiedy moje dziecko bardzo się boi?
Możesz zacząć od zadania sobie kilku pytań.
Nie:
„Co zrobiłem źle?”
ale:
„Jak ja reaguję na lęk mojego dziecka?”
„Co dzieje się ze mną, kiedy widzę jego cierpienie?”
„Czy potrafię być przy nim, kiedy ono się boi, bez natychmiastowej próby usunięcia tego lęku?”
„Czy moje dziecko może zobaczyć we mnie kogoś, kto wierzy, że można przejść przez trudną sytuację?”
„Czy potrafię szukać wsparcia dla siebie, kiedy sam jestem przerażony?”
I jeszcze kilka pytań, które warto sobie zadać:
- Jak patrzę na świat?
- Jaki obraz świata przekazuję swojemu dziecku?
- Czy pokazuję mu, że świat może być również miejscem bezpieczeństwa, relacji, ciekawości i radości?
- Czy potrafię cieszyć się życiem, nawet kiedy w rodzinie jest bardzo trudno?
- Czy mam miejsce, w którym mogę przeżywać własny lęk, zamiast nieświadomie przenosić go na dziecko?
Nie chodzi o to, żeby rodzic był zawsze spokojny.
Nie da się nie bać, kiedy własne dziecko choruje.
Chodzi raczej o to, żeby rodzic miał swoje sposoby radzenia sobie z lękiem i nie musiał wszystkiego przeżywać razem z dzieckiem w sposób, który zwiększa napięcie w całej rodzinie.
„Meduza” – kiedy lęk rodzica zaczyna przejmować stery
W podejściu New Maudsley Model wykorzystuje się metafory zwierząt, które pomagają opiekunom rozpoznawać własne style reagowania na zaburzenie odżywiania.
Jedną z nich jest meduza.
To metafora opiekuna, który pod wpływem ogromnego lęku i emocji może tracić zdolność do spokojnego reagowania i regulowania własnych emocji. Taka reakcja jest całkowicie zrozumiała – przecież rodzic może być przerażony tym, co dzieje się z jego dzieckiem – ale bardzo silne, niekontrolowane reakcje mogą dodatkowo zwiększać napięcie w domu.
To nie jest etykieta.
To nie jest diagnoza rodzica.
To nie jest informacja:
„Jesteś złą matką” albo „jesteś złym ojcem”.
Wręcz przeciwnie.
To zaproszenie do zadania sobie pytania:
„Czy mój własny lęk pomaga mi być przy dziecku, czy czasami sprawia, że tracę możliwość spokojnego towarzyszenia mu?”
Rodzic też potrzebuje wsparcia
Czasami rodzic dziecka z zaburzeniem odżywiania próbuje być silny przez cały czas.
Musi pilnować.
Musi rozmawiać.
Musi organizować leczenie.
Musi obserwować.
Musi reagować.
Musi być „tym spokojnym”.
A przecież sam może być przerażony.
Dlatego proszę Cię:
nie próbuj radzić sobie ze wszystkim sam.
Możesz potrzebować rozmowy z terapeutą, psychologiem, lekarzem, grupą wsparcia dla rodziców albo inną osobą, która rozumie, jak obciążające może być życie z zaburzeniem odżywiania w rodzinie.
Wsparcie dla rodzica nie jest luksusem.
Może być ważnym elementem dbania o całą rodzinę.
Najważniejsze pytanie nie brzmi: „Jak zabrać dziecku lęk?”
Być może najważniejszą rzeczą, jaką możemy zrobić, jest zaakceptowanie tego, że nie jesteśmy w stanie odebrać dziecku wszystkich lęków.
Nie możemy sprawić, że zdrowienie przestanie być trudne.
Nie możemy obiecać, że nic złego się nie wydarzy.
Nie możemy przeżyć leczenia za nasze dziecko.
Możemy natomiast pomóc mu doświadczać, że:
„Możesz się bać i nadal możesz zrobić kolejny krok.”
„Nie musisz wiedzieć wszystkiego od razu.”
„Nie musisz być idealna, żeby zasługiwać na miłość.”
„Nie musisz być chora, żeby mieć swoją tożsamość.”
I może właśnie tego najbardziej potrzebuje osoba, która przez długi czas próbowała oswoić swój świat poprzez chorobę.
Nie kolejnego zapewnienia:
„Nie bój się.”
Ale doświadczenia:
Widzę, że się boisz. Jestem przy Tobie. I wierzę, że możesz przez to przejść.”
Do czego więc zaburzenia odżywiania mogą być potrzebne?
Jeśli miałabym odpowiedzieć jednym zdaniem, powiedziałabym:
Zaburzenie odżywiania może pełnić funkcję sposobu radzenia sobie z bardzo trudnymi emocjami i lękiem – dawać chwilowe poczucie kontroli, przewidywalności lub ulgi, choć jednocześnie samo staje się źródłem ogromnego cierpienia.
To nie jest cała odpowiedź.
I nie jest to odpowiedź dotycząca każdej osoby chorującej.
Ale może pomóc nam spojrzeć na zaburzenie inaczej.
Nie tylko jak na zachowanie, które trzeba zatrzymać.
Ale również jak na sygnał:
„Tutaj dzieje się coś, z czym moje dziecko nie potrafi sobie poradzić inaczej.”
I właśnie dlatego leczenie nie powinno polegać wyłącznie na walce z objawem.
otrzebne jest również rozumienie lęku, emocji, relacji i innych czynników podtrzymujących chorobę. W przypadku anoreksji leczenie obejmuje również przywracanie bezpieczeństwa fizycznego i odpowiedniego odżywienia; sama praca nad lękiem nie może zastępować opieki medycznej i psychoterapeutycznej.
Na zakończenie
Jeżeli jesteś rodzicem dziecka zmagającego się z zaburzeniem odżywiania, chciałabym zostawić Cię dziś z trzema pytaniami:
Czego najbardziej boi się moje dziecko?
Czego najbardziej boję się ja?
Co mogę zrobić, żeby mój lęk nie musiał być kolejnym lękiem, który moje dziecko będzie musiało unieść?
Nie po to, żeby się obwiniać.
Po to, żeby znaleźć więcej spokoju, wsparcia i przestrzeni na wspólne przechodzenie przez proces leczenia.
Przeczytaj także:
Do czego zaburzenia odżywiania są potrzebne? – część 1
W pierwszej części pisałam o tym, jak zaburzenie odżywiania może wiązać się z poczuciem własnej wartości i tożsamością – oraz z trudnym pytaniem: „Kim jestem bez choroby?”
Źródła:
- Skills-based caring for a loved one with an eating disorders. The new Maudsley Method. Janet Treasure, Grainne Smith, Anna Crane